Jest taki moment w dniu, kiedy przedmioty, gesty, atmosfera, gra światło-cienia same napływają do tęczówek. Czasem równolegle ze słyszalną głośno ciszą… Nie każdy ma zdolność zauważać te momenty. Nie każdy dostrzega w nich wartość tak znaczącą jakim bywa tąpnięcie w grubej warstwie lodowej kry czy płyty tektonicznej Ziemi.

Fotografie, jakie tworzy Paweł Melnarowicz są obrazami takich momentów odczuwania życia, świata, egzystencji, uderzeń serca. Są przenikliwą opowieścią o człowieku i metafizyce wibrującej w każdym maleńkim atomie wszechświata, ujętej w chwili wydarzania się, zamrożonej dzięki fotografii a wciąż będącej jakby nieustannie płynącą rzeką. Z taką energią emanują. Artyzm zawarty w tych fotografiach przypomina precyzyjne cięcie powietrza drewnianym mieczem. Można zaczerpnąć z nich siłę podobną tej, jaką daje wysiłek fizyczny, satysfakcja z osiągniętego celu, a czasem sen bądź ulga ukojenia lekkim, ciepłym powietrzem lipcowej nocy lub gaszenie pragnienia łykiem wody. W obrazach, jakie komponuje Paweł, nie ma zbędnych detali. Niektóre fotografie są proste, minimalistyczne, inne cechuje złożoność warstw, także elementów nie pasujących do siebie, kierujących patrzącego ku oniryzmowi. Są to często obrazy z pogranicza surrealizmu. Matematyczne a może bardziej „muzyczne” proporcje łączą się w nich nierzadko z symboliką ujętego przedmiotu – na przykład korona cierniowa i nimb, pikujący w dół czarny gołąb, czy jasne gołębie „ducha” (?) i „pokoju” (?) lecące w jednym kierunku nad głową artysty, którego oczy „prowokują” do kontaktu, do zatrzymania się.        

Kompozycje Pawła Melnarowicza można prezentować osobno, jako całość – pomimo różnorodności wybieranych z cyfrowej palety narzędzi, bądź rozdzielając kolor od czarno-bieli, kontrastowe fotografie od tych budowanych gamą szarości, lub skupiając się na temacie zdjęć. Niektóre charakteryzują się intensywnością gestu, mową ciała, ekspresją, inne symboliką przedmiotów, nagromadzeniem elementów i bogactwem treści. Przyciągają. Zapraszają do relacji i budzą odbiorcę do zauważania. W kolejne fotografie można zaglądać jak w studnię, bądź zwierciadło, czy też taflę odbijającą to co „nieoczywiste” do indywidualnego odczytania. Jednocześnie pozostawiają szeroki, bezpieczny pas dystansu. Nie są nachalne. Dają miejsce na to, co nie chce być wypowiedziane lub nie znajduje odpowiednich słów, pozwalając nieskrępowanie odczuwać, zanurzać się bądź wracać do chwili obecnej.

            W fotografiach tego artysty jest widoczne piękno przestrzeni, czasu, tajemnicy i melancholii, jakie malował „ostrym światłem” Giorgio de Chirico. Z budowanych walorami szarości, czerni, bieli i kolorami fragmentów pozornie banalnej rzeczywistości Paweł Melnarowicz pokazuje te ułamki dnia, kiedy jest się równolegle w „tu i teraz”, jak i (w pewnej mierze) w wieczności – poza biegiem zdarzeń. Jest odczuwalny dialog twórcy z odbiorcą dzieła i ze światem, nieskrępowany formą i wiedzą plastyczną – pomimo posiadania tej wiedzy. Wiele kadrów opowiada o Bogu, o chrześcijaństwie, o Chrystusie. Mówią, i wołają o uwagę, o pochylenie się z refleksją nad tematem i otwierają do poszukiwania egzystencjalnych i eschatologicznych odpowiedzi. Tętnią przy tym niezgłębioną i niezmąconą ludzkim chaosem kosmiczną energią, jej majestatem. Umożliwiają wędrówkę przez kolejne dni, miesiące, dziesięciolecia. Są pełne wyobraźni. Stworzone bez wahania pomimo, że – jak sam artysta zaznacza, nie są idealne, bo nie wolne od potknięć, z wykorzystaniem graficznych efektów. Paweł Melnarowicz nie boi się wyrażać fotograficznie, przekraczając techniczną „poprawność” tego wyjątkowego języka, świadomie sięgając po plastyczne jego możliwości i odkrywając je z „dziecięcą”, bo nieskrępowaną radością. Pozwala sobie tworzyć tak, jak czuje i dzięki temu jego fotografie dotykają „splotu słonecznego” patrzących. Między innymi dzięki takiemu podejściu do robienia zdjęć, fotografia miała i ma szansę się rozwijać.

         Jestem przekonana, że Paweł Melnarowicz tworząc, nie kieruje się naśladownictwem, nie szuka z zamierzenia inspiracji u innych fotografów. Mimo to w ziejących czernią oknach na zdjęciach Pawła dostrzegam m.in. echo fotograficznych rysunków Talbota. W nieszablonowym podejściu do obiektu widzę iskrę, dzięki której rozwój fotografii artystycznej od początku nie był tylko biernym naśladownictwem malarstwa czy natury, mianowicie zdjęcia jednego z najmłodszych fotografów z początku XX wieku Jacques Henri Lartigue, ale też świadomą odwagę twórczą bliską Witkacemu. W autoportretach Pawła Melnarowicza spostrzegłam z kolei m.in. uczucia „modeli” Rejlandera do pracy Darwina oraz autentyczność ujęć sylwetki człowieka modnej w polskiej sztuce lat 90. XX wieku. Niebanalne przedstawienie codziennego przedmiotu zbliżone do szkoły Bauhausu. Surrealizm i metafizykę. Fantastyczne formy Beksińskiego, plastyczność obecną na zdjęciach Witolda Dederko. Sylwetki przypominające niektóre z tych, jakie uwiecznił Hartwig i jeszcze dzieła kilku twórców fotografii polskiej oraz technikę kolażu i kilkukrotnej ekspozycji. Przede wszystkim jednak fotografie Pawła Melnarowicza są odzwierciedleniem jego wyjątkowej wrażliwości i indywidualnego podejścia do życia, do emocji, wiary i człowieka oraz do przedmiotu, form naturalnych i miejskich, pełnych geometrii, ostrych kątów, nierzadko kontrastowego światło-cienia.

Karolina Kozyra-Ignut
Historyk Sztuki, Fotografka PWP i Fotografoterapeutka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry